-Spóźnię się do szkoły-powiedziałam i pobiegłam do łazienki. Szybko związałam włosy w luźnego koka, pociągnęłam rzęsy tuszem a usta nawilżyłam błyszczykiem truskawkowym. Ubrałam się w pierwsze lepsze ubrania i pobiegłam do kuchni. Ugryzłam w pośpiechu kanapkę i pobiegłam na przystanek autobusowy. Nie musiałam długo czekać. Po minucie autobus przyjechał. Weszłam, kupiłam bilet i usiadłam na wolne miejsce. Nic nie przyciągało mojej uwagi, więc wyciągnęłam słuchawki i zatraciłam się w muzyce. Leciały głównie piosenki One Direction. Byłam wtedy początkującą directionką. Podobały mi się ich piosenki. Zresztą od samego początku w X-Factor stwierdziłam, że są utalentowani, przystojni i bardzo śmieszni. Najbardziej podobał mi się Harry. Te jego zielone oczy, dołeczki w policzkach i... nagle autobus stanął. To był znak, że jesteśmy już koło szkoły. Wzięłam torbę i udałam się do wyjścia. Chodziłam do szkoły dopiero drugi rok. Tata po prostu uciekł jak jakiś tchórz i zostawił mamę. Przeprowadziłyśmy się by zapomnieć o tym draniu. Dla mnie mój ojciec był jak wróg. Podły, bez duszny wróg. Był dla mnie nikim. Wracając do szkoły, nie miałam znajomych. Wszyscy mnie odrzucali z powodu 1D. Myśleli, że to jest głupi zespół zyskujący sławę przez przypadek, ale mnie ich zdanie nie obchodziło. Miałam ich w czterech literach. Po tych słowach poszłam do szafki i zabrałam potrzebne rzeczy na zajęcia.
*5 minut później*
Stałam przed salą, gdy nagle zadzwonił dzwonek. Weszłam z resztą klasy do sali i czekałam na nauczyciela, W tym czasie reszta rzucała papierowymi kulkami i rozmawiała. Nagle nauczyciel wparował do klasy i po chwili stał przed całą naszą bandą.
******
Początkujące rozdziały są zawsze mało ekscytujące!
Dedykuję rozdział dla Madeleine! :)